Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2021

Nie zawsze jest różowo

Można by pomyśleć, czytając moje pierwsze wpisy, że rozstanie to najlepsze, co się może przydarzyć. Otóż zależy - dla wielu osób prędzej czy później, owszem. Ale samo rozstanie jest oczywiście bolesne - dla niektórych długo i bez przerwy, a inni mają taką sinusoidę jak ja. Bycie porzuconą to najboleśniejsze doświadczenie w życiu, zaraz po śmierci najbliższych. W pierwszym przypadku umiera związek, wszystko, co w niego zainwestowaliśmy, a więc czas, nadzieje i uczucia, umierają plany na przyszłość, ufność, że damy radę przejść wszystko razem, bo przecież "Na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie", oraz "nie opuszczę Cię aż do śmierci" - tyle teoria. Ukochany partner nadal jest, żyje, ale... nie możemy już go dotknąć, przytulić się... I to jest chyba gorsze, niż gdyby odszedł naprawdę, tylko że w przypadku śmierci żałoba trwa nieporównanie dłużej, i nie ma momentów złości na osobę, która odeszła. Idealizujemy ją praktycznie już do końca. Co mnie niezmiernie ubodło i ...

Wakacje od związku

Tak nazwałam naszą separację (to chyba już jedyna rzecz, którą jeszcze mogę nazwać "naszą" ;D) i tak ją potraktuję. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zobaczymy, do czego wrócę po wakacjach. Ale na pewno będę już wtedy wypoczęta :-) Mój cel w życiu to rozpieszczanie siebie i bliskich mojemu sercu, dawać / szerzyć radość; to zamierzam dalej robić. Po raz pierwszy w życiu jestem gotowa wybaczyć wszystko (jeśli chodzi o przeszłe rzeczy, już to zrobiłam), i kocham w sposób, którego wcześniej nigdy nie rozumiałam: niesamolubny. Chcę, żeby mój Mąż był szczęśliwy, ze mną lub bez.  Przygotowałam sobie nawet listę rzeczy do zrobienia  (do końca życia) :-)  1)   być miłą/milszą dla każdego (oprócz chamów), zwłaszcza dla bliskich 2) pracować nad akceptacją i tolerancją zachowań innych ludzi, niezależnie od mojego nastroju, zdania itd. Czyli nie oceniać innych (zwłaszcza za szybko) 3) każdego dnia robić coś dla siebie, rozpieszczać się, min. 1h (ulubiona m...

Poddaj się temu, co przynosi życie

  Od kilku dni czuję spokój w duszy. Po ponad dwóch tygodniach emocjonalnego rollercoastera (nie obyło się bez Baldriana, ale ogólnie sen miałam dobry, a i nawet ponad 2 kg schudłam, więc nie jest źle 😉 W każdej sytuacji w życiu są dobre strony). Nie miałabym już teraz tyle siły, gdyby nie życzliwe mi osoby, które niesamowicie mi pomogły (bardziej lub mniej delikatnie), wspierały, podnosiły na duchu jak tylko potrafią (m. in. kilka koleżanek, kolega z pracy, moja fizjoterapeutka, autorka zdania, które do tej pory daje mi ukojenie: poddaj się temu, co przynosi życie, zaufaj . Zwłaszcza jeśli już zrobiło się wszystko, co w naszej mocy. ). Jestem niesamowicie wdzięczna za to, ze mam wokół siebie tyle kochanych i bezinteresownych osób. Dzięki nim o wiele szybciej zrozumiałam wiele rzeczy.   Z jednej strony nikomu nie życzę tego bólu, uczucia spadania w przepaść i że wali się cały tak pieczołowicie i z zaufaniem budowany świat, i w końcu twardego upadku na samo dno oraz ...

Mój pierwszy blog

Mam 38 lat, mieszkam w Berlinie od 8 lat, pochodzę ze Szczecina. Do założenia bloga skłonił mnie fakt, że rozstaliśmy się z Mężem po 11 latach bycia razem i 8 latach małżeństwa. Decyzję tę (może bardziej jej próby) podejmowało każde z nas przez ostatnie 2-3 lata co jakiś czas, on myślał już też o wyprowadzeniu się, ale jestem pewna, że wtedy było to jeszcze z obu stron na zasadzie: "jak tak dalej będzie, to koniec, zrób coś! Kochamy się, dlaczego to nie wychodzi jak powinno?". Teraz on podjął ostateczną, którą po 2 tygodniach niepewności, nadziei, całej gamy uczuć i emocji, musiałam zaakceptować, choć przecież rozumiałam ją od początku i wiedziałam, że to jedyne dobre rozwiązanie (na terapię dla par nie zdążyliśmy...). Do tego tematu, oraz różnic w widzeniu związku między kobietami i mężczyznami, w sposobie kochania, w potrzebach, wpływie domu rodzinnego/wzorców z dzieciństwa i in., wrócę później.  To ma być rodzaj terapii dla mnie, sposób na ułożenie myśli w głowie. A może k...