Przejdź do głównej zawartości

Posty

Koniec i początek :-)

  To mój ostatni post, ponieważ ten blog miał dotyczyć tylko mojego rozstania i mojego "zbierania się" po nim, tak długo, dopóki nie uzyskam pewności, że już mojego byłego Męża nie kocham, i nie odzyskam siebie sprzed związku, nie zacznę ŻYĆ. Inaczej sobie to wyobrażałam, przez mój romantyzm. Myślałam, że będziemy znajomymi, że będziemy sobie co jakiś czas wysyłać zabawne rzeczy (memy, linki, zdjęcia, cokolwiek), które tylko my rozumiemy (ze względu na naszą wspólną historię, zabawy językowe/słowne, itp.), że w ogóle będziemy mieć kontakt, ale... Teraz rozumiem, co miała na myśli jedna z moich koleżanek prawie rok temu pisząc (i mówiąc), że nie będę już go potrzebowała w moim życiu, jak uczucia mi miną. Nie wierzyłam, nawet 2 dni temu jeszcze nie. Nie chciałam tego. Jak mogę "zapomnieć" kogoś, kto przez ponad 11 lat był dla mnie najważniejszą osobą w moim życiu, jak mogę tej osoby już nie potrzebować? Spadły mi klapki z oczu     👀   😁 Zadzwoniłam do niego, żeb...
Najnowsze posty

Bogatsza w kolejne doświadczenia

                                            (  to fakt ;-)  ) 01. lutego napisalam m.in.: "Co do mojego wymarzonego, idealnego Księciunia (jesli już miałby sie napatoczyć), to mam następujące wyobrażenia (kolejność dowolna, w sumie): 1) wierny i lojalny, wiadomo; szczery 2) okazujący mojej osobie  zainteresowanie  i  uwagę , szacunek i  czułość ; wyrozumiały 3) pracowity, ambitny, ale nie przesadnie, chętny do pomocy, nie perfekcjonista, wyluzowany, ale obowiązkowy 4)  komunikatywny , chętny do rozmów, o czymkolwiek (żeby móc wymieniać się faktami, obserwacjami, wnioskami, artykułami), z obszerną wiedzą ogólną; chciałabym się od mojego partnera też czegoś o życiu nauczyć, podziwiać go 5) kochający, lub co najmniej lubiący, koty, ogólnie zwierzęta i przyrodę 6) uprawiający sport, ale nie na siłowni 5h dziennie, mam na myśli wycieczki rowerowe, ...

Droga dłuższa niż myślałam...

A może raczej trudniejsza. I jedno i drugie chyba. Jak tylko wydaje mi się, że wyszłam lub wychodzę na prostą, to znów wpadam w dołek: tęsknię (ale tak, że boli), wspominam (samo się robi, ja sie temu tylko poddaję), płaczę. Sentymentalna zawsze byłam, co zwłaszcza w takiej sytuacji nie pomaga. Cierpię więc wielokrotnie bardziej niż wiele innych osób w podobnych sytuacjach, bo na dodatek jestem osobą wysoce wrażliwą (u mnie zawsze muszą być jakieś dziwne syndromy i choroby).  Moje serce wydaje się być martwe, puste. Nie bardzo widzę sens życia (no dobra, w dobre dni widzę, a w tych dołkach niczego nie widzę). A najlepsze jest to, że jak prawie miesiąc temu przypadkiem (i po 12 latach!) odkryłam, że jego pierwsze urodzinowe życzenia dla mnie były w 95% zerżnięte z internetu, to.... wyleczyłam się z tej miłości (dotarło do mnie, że od początku kłamał. Może i w "drobnych", dla niego, sprawach; może i z "dobrymi" intencjami. Dla mnie kłamstwo jest olbrzymim grzechem w z...

Czasowe "dołki" i mój wymarzony partner

  Nie wiem, jakim cudem ten czas tak szybko leci. Od ostatniego wpisu minęły ponad 2 miesiące. Niestety mam poczucie, że niewiele się u mnie przez ten czas zmieniło. Dziś po raz pierwszy piszę nie w sosie ;-) Tydzień temu byłam szczęśliwa, od wczoraj mam dołka, pewnie przez hormony. Raz na wozie, raz pod wozem, jak to w życiu.  Z koleżanką rozmawiałam  o wymarzonym księciu dla mnie. Powiedziała, że kiedyś, dla "żartu" napisala na karteczce, jakiego faceta sobie życzy. I po jakimś czasie faktycznie dostała go od Losu. Może nie zgadzało się wszystko w 100%, ale było "niepokojąco" blisko. Stwierdziłam, że taki wpis/opis/życzenie nie może zaszkodzić, w najgorszym razie obejdę się smakiem i będę sama do końca moich dni, ale przynajmniej ułożę sobie w głowie, czego chcę (i czego nie). Najpierw pokrótce, dlaczego jestem w dołku (mimo, że mam dach nad głową, całkiem miłe wnętrze chałupy, poza tym; wszystkie kończyny, niemal całkiem sprawne; wszystkie zmysły, również wszystk...

Coraz silniejsza

  Dużo się wydarzyło od mojego ostatniego wpisu. Ciągle nosiłam się z zamiarem napisania, ale potem wydarzały się kolejne, niezbyt przyjemne rzeczy, i nie czułam weny. Ale nie chcę, żeby faza, w której teraz jestem, została pominięta.  W międzyczasie byłam na urlopie nad Bałtykiem z rodziną (były 2 dni słabe, łzy, poczucie beznadziei i samotności - to uczucie jest kompletnie niezależne od tego, kto jest z nami czy przy nas. Jest w nas, albo go nie ma. U mnie było, ale na szczęście minęło, ok. 1,5 miesiąca temu, czyli mniej wiecej 2,5 miesiąca po zerwaniu). Jedyny moment, w którym na chwilę wróciło poczucie samotności, w pełni uzasadnione, miał miejsce, kiedy zachorowałam i w bólach starałam się funkcjonować w domu, zanim trafiłam do szpitala z zapaleniem nerki. Pytanie w szpitalu "czy ma pani krewnych" nie zapomnę nigdy i tego uczucia, kiedy musiałam powiedzieć "Nie.". Podałam dane przyjaciółki, która mnie przywiozła.  Doświadczenie to (miało miejsce miesiąc temu i ...

Szczęście to kwestia naszej decyzji, nie przypadku

  Z każdym dniem coraz łatwiej mi się samej żyje, sama siebie bardzo wspieram i czasem się nad sobą porozczulam (od "czułość" ;) ), ale tylko tyle, ile trzeba, kilka sekund, to mi bardzo pomaga. Jestem dzielna, wiem o tym, ale z drugiej strony, co miałabym robić? Załamywać się? I tracić cenny czas i życie? Po moim trupie. I z każdym dniem teraz coraz bardziej widzę, co było nie tak z drugiej strony... Przestałam widzieć winę po mojej... Bo moje każde słowo i zachowanie było jedynie reakcją na jego akcje. Nie słuchał, nie słyszał, umniejszał (moim żalom, i in.), latami. Mówiłam, ostrzegałam, że czuję się przy nim często samotna, nierozumiana, niewidzialna. Dopiero po latach zaczął się starać, ale było już za późno, bo ja się, chcąc nie chcąc, zdystansowałam, uczucia przygasły (ale one były, nie wiem, czy nadal są, ale jak je obudził, to czułam, ze miłość nie zgasła, tylko była przez rozczarowania, frustracje oraz bezsilność ciągle przysypywana). Skupiłam się bardziej na sobie,...

Tęcza wszędzie!

  Od 4 dni jest u mnie naprawdę dobrze. Nie wytrącił mnie z równowagi nawet trzykrotny kontakt z prawie już byłym Mężem (dałam plamę, bo wysłałam coś niechcący do niego, a niekoniecznie miał to zobaczyć, więc musiałam zadzwonić, żeby prosić o skasowanie. Wierzę, że to zrobił). Skoro już był kontakt, to potem zadzwoniłam jeszcze w związku z czymś tam, a potem jeszcze z czymś kolejnym. Cała ja. "I jeszcze....". "A, i jeszcze....". No, zawsze mam coś do powiedzenia. Aż trudno uwierzyć, że lubię też milczeć. Ale są różne rodzaje milczenia. I nie mam na myśli tego niezręcznego... Ja lubię pomilczeć też tak po prostu, bo sobie kontempluję piękno wieczoru na balkonie lub na spacerze jakieś widoki. Ale nie ma gorszego milczenia, według mnie, niż milczenie mężczyzny, którego się jeszcze kocha, a który przez 11 lat i jeszcze miesiąc temu był najbliższą mi osobą na świecie, a teraz jest soplem lodu. I traktuje każdego na świecie milej niż mnie. Czy to jest fair? No oczywiście,...